sobota, 18 stycznia 2014

O wędrującej książce, przeróbkach i robótkach

     Nazbierało się nieco przez tę moją nieobecność. Potrafię znaleźć czas i ochotę na to żeby coś tam sobie dłubać, a nie mogę się zebrać żeby napisać post na blogu. Tak sobie myślę czy ten mój blog ma jakiś konkretny charakter, czy to jest blog robótkowy, czy przyrodniczy czy może podróżniczy. A może to jest takie miejsce, w którym odchylam rąbek tajemnicy dzieląc się wszystkim po trosze, bo taką mam potrzebę, bo nie potrafię skoncentrować się tylko na robótkowaniu. Bo przez niego poznałam fajnych bliskich mi ludzi. Bo to moje miejsce, mój kogiel mogiel i takim pozostanie. Nie biorę udziału w konkursach na najciekawszy blog roku, nie zależy mi na tym. Ale miło wiedzieć że ktoś tu zagląda, czyta rozmawia...

***
Postaram się poukładać ten dzisiejszy post żeby dało się go przeczytać, zacznę od przeróbek. Od swojego dziecięcia dostałam w spadku niechcianą komodę, a że przygarniam rózne niepotrzebne już nikomu meble tak i owa komoda zamieszkała w mojej pracowni. Pracownia to jak dobrze wiecie miejsce pełne przydasi więc ucieszyła mnie wielkość przepastnych szuflad. Komoda była pobejcowana i w rozbielonej pracowni nie bardzo pasowała. Długo się zbierałam żeby ten mebel przemalować (od lata sobie tak stał). Nie zrobiłam niestety zdjęć przed, ale teraz prezentuje się tak:)



Po prawej stronie na blacie stała sobie surowa skrzynia na koraliki , ale jak przemalowałam komodę to bardzo raziła swoją surowością więc skrzynie też przemalowałam:)))



Wiecie jak to jest, żeby przemalować skrzynię trzeba było ją najpierw opróżnić, jakie mnie zdumienie ogarnęło jak zaczęłam jej zawartość opróżniać, tyyyyyyle koralików leży sobie od dawna i czeka na zlitowanie. Domyślacie się co było później :)) usiadłam i uszyłam naszyjnik z plastra agatu.


A na koniec zrobiłam tacę z wikliny, najpierw uplotłam potem ozdobiłam, jak widzicie pracowicie spędzałam ten czas.


Ale były też takie dni że siedziałam  na stole w kuchni i patrzyłam na moją ptasią stołówkę, podziwiając takie widoki jak te poniżej.




To taki mój czas odnaleziony, przystanek, oddech w lesie. Karma dla ducha. Mam nadzieję że zbytnio Was nie zanudziłam.

***
Zapomniałabym o książce, dotarła do mnie drogą nieformalną, poprosiłam o udostępnienie mi jej Snow, zgodziła się i przesłała mi ją już jakiś czas temu teraz czeka na kolejne chętne osoby więc jeśli tylko macie ochotę przygarnąć ją na chwilę, to proszę pozostawcie  ślad w komentarzu, wyślę pierwszej chętnej osobie. 


To by  było na tyle, życzę Wam babeczki miłego weekendu, do miłego.
A w nocy takich niesamowitych obrazków.