sobota, 2 listopada 2013

Z aniołami żyje się lepiej (mam nadzieję)

Już się zastanawiam czy czasem nie powinnam zmienić tytułu swojego bloga. Same aniołki, anioły, anielinki. Tak jakoś ostatnio się zasiało. Widocznie taka jest potrzeba chwili, w dodatku muszę Was uprzedzić że to nie koniec, bo jakoś im bliżej świąt, tym większa potrzeba obcowania z tym co niebiańskie, a może bardziej opiekuńcze niż niebiańskie. Opiekunów przecież nigdy dość. Miałam dzisiaj mało fajną przygodę. Zaglądając do kufra samochodu nie zauważyłam że klapa opadła i nadziałam się głową na sam róg owej klapy. Najpierw zobaczyłam gwiazdy a potem pomroczność ciemną z której osobisty M mnie wydobył. Łzy ciekły mi same bo ból pustej głowy był straszny, M zamiast wykazać współczucie krzyczał strasznie, już nawet nie powiem co bo nie pamiętam, nie bardzo byłam w stanie kojarzyć. Po powrocie sprawdziłam czy łepetyny za bardzo sobie nie zraniłam i postanowiłam kolejnego anioła ulepić i obszyć bo znowu któryś mnie nie dopilnował.Wynika z tego że stale cierpię na niedobory anielskie i cierpię na jakąś nadaktywność blogową bo nie pamiętam kiedy ostatnio tak często tu zaglądałam. Ale jutro już niedziela potem znowu zacznie się normalny tydzień i pewnie nieprędko uda mi się parę słów napisać i coś zrobić żeby pokazać na blogu więc mam nadzieję że mi to wybaczycie. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do miłego:)

Anioł - opiekun ziemi