środa, 25 września 2013

Przygoda na złomie i o pierwszych razach:)

 Nie myślałam że skup złomu może dostarczyć tylu emocji. Wczoraj M jechał z żelastwem, a ja przy okazji załatwienia różnych spraw pojechałam z nim. Pewnie to był pierwszy i ostatni raz kiedy pojechaliśmy tam razem:) Myślę że przynajmniej niektóre z Was ze zrozumieniem przytakną, taki skup złomu lepszy jest niż supermarket. Już na dzień dobry powitały mnie ocynkowane wanny i strach w oczach M widzącego jak w szalonych tanach pomykam od jednego  rupcia do drugiego, wyrażając przy tym swój zachwyt i powodując ogólną radość wśród personelu.
- Widziałeś te wanny, cudne są prawda?
No cóż nie spotkałam się ze zrozumieniem w tej kwestii
-Zobacz jakie fajne odważniki, tu M zatrzymał się chwile i widziałam że jakaś reakcja nastąpiła.
- O i jaki fajny dzbanek i kanka, widziałeś te stare klosze?
-Są obtłuczone,
- Klosze tak, ale dzbanek i kanka nie, mogę je przemalować
- Dobrze weź sobie.
- Nie ma pan może wideł amerykańskich? Spytałam  gospodarza supermarketu.
- Jakieś widły są ale to nie te amerykańskie
- Szkoda odpowiedziałam lekko zawiedziona.
Wędrując dalej zauważyłam walizkę wiszącą na ogrodzeniu,  nie omieszkałam tego skomentować głośno
-Ooo jaka fajna walizka wisi na dworze i nie zardzewiała...
- Bo to aluminiowa walizka, w dodatku z historią
- O! to pewnie droga będzie, tu usłyszałam  śmiech pana , pomyślałam sobie że nie potrafię powstrzymać swojej ciekawości i muszę ową historię usłyszeć.
-Taaak a jaką? udałam że nie interesuje mnie to prawie wcale...
- Przyniósł ją jakiś człowiek i opowiedział ze ta walizka przyjechała z kobietą z obozu pracy w Niemczech. Ta kobieta tam pracowała dla wojsk  niemieckich, w tej fabryce produkowali samoloty, a po wyzwoleniu pracownicy wykorzystali materiał który mieli do zrobienia walizek żeby swój dobytek w niego zapakować i przewieźć do Polski.
Pani zobaczy na walizce jest wyryte nazwisko tej kobiety, patrzyłam osłupiała, jak ktoś mógł wyrzucić taką pamiątkę. Moja chora wyobraźnia przypomniała mi opowieści mojej babci jak z robót przymusowych wracała siedząc na lokomotywie, tuchląc w jednym tobołku niemowlę w drugim to co dała radę zabrać. Tak moja mama urodziła się w Niemczech, na zsyłce jak to babcia mawiała.Tak wplotłam w tę historie losy mojej rodziny,  mogła to by być walizka mojej babci, nie wyjdę bez niej z tego złomowiska to wiem z pewnością.
- Wezmę tę walizkę.
szukając wydrapanego nazwiska , mój wzrok mimochodem  jakby wołany przez coś  utknął na pasyjce,
- To nawet krzyżyki ludzie na złom wywożą?
- A jak pani widzi.
- Ile pan chce za tą pasyjkę
- A da pani pięć złotych ,  podobno świętościami się nie handluje.
Pozbierałam te skarby i cuda, wróciłam do domu szczęśliwa. Zawładnął  mną spokój,  miałam wrażenie jakbym uratowała czyjeś życie, a to tylko stare rupcie...





Tyle o mojej przygodzie na złomowisku, ale był to też czas intensywnej pracy. Uszyłam pokrowce na pufy i zrobiłam swój pierwszy wiklinowy koszyk. Wiem że jest krzywy i nie dopracowany ale to pierwszy wytwór moich rąk tego typu, więc proszę miejcie to na uwadze i łaskawszym okiem patrzcie niż zwykle.







Żeby zamaskować braki koszyk zamalowałam a wewnątrz wyściełałam tkaniną. Mam nadzieję że jakoś udało się Wam dobrnąć do końca moich wywodów:)))
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i witam nowych gości ,życząc ciepłych jesiennych chwil.  Do miłego