sobota, 6 kwietnia 2013

Pupiaste Aniołki

U mnie złość powoduje jakiś okropny pracoholizm muszę gdzieś wyładować te złe emocje związane z widokiem za oknem. Dzisiaj przyniosłam do domu wiadra z farbą taśmy do oklejania, wałki i chciałam przemalować kominek. Wiecie jak to jest, człowiek dostaje jakiejś głupawki jak nie wie co ze sobą począć.
M popatrzył na to co wyprawiam i powiedział tylko:
- Nie zaczynaj takiej roboty w piątek, zdążysz od poniedziałku, a jak się okaże że zabraknie ci farby, albo że jednak to nie jest ten kolor o który ci chodziło to co?
No trzeba przyznać, że chłopina ma rację a znając mnie ponad trzydzieści lat wie że gotowam jechać po farbę w niedzielę nawet  30 kilometrów żeby tylko skończyć i w dodatku jego ze sobą ciągnąć.
Cóż robić, schowałam się w swojej pracowni i dalej szaleć, przecież obiecałam tym i owym różne rzeczy więc jest co robić. Tak powstały kolejne pupiaste aniołki. Basiu tak mi się podobało to określenie, aż je sobie zapożyczyłam.



Te malinowe zostały już zaklepane a te niebieskie powędrują w ranach rozdawajki do nowego domku po losowaniu


No cóż żeby nie patrzeć za okno jutro pewnie nadal będę się czynnie kurować. Trzymajcie się dzielnie od poniedziałku ma być cieplej każdego dnia. Nie wiem czy się cieszyć, czy płakać,czy ktoś wie skąd wziąć amfibię? :)
Mimo wszystko życzę Wam miłego weekendu