poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Mój ci on!

Krzyknęłam na widok filigranu namalowanego przez Beatkę i anim się obejrzała a on mój jest naprawdę.
To taka nasza mała wymianka ja jeszcze mam dług w postaci aniołka, postaram się w miarę szybko zrobić moje maleństwo:) Tak wygląda miniaturka w wersji makro bo Beatka wstawiła nieduże zdjęcia a i tak moja intuicja się nie myliła wiedziałam że jest jeszcze ładniejszy niż na zdjęciu:)))

Jakby kto nie wiedział, obrazek ręcznie malowany wielkości 2x2 cm fiołki czy jesteście w stanie to sobie wyobrazić, mistrzostwo świata po prostu!!!!





Ale to nie koniec przyjemności to cacuszko było zapakowane w taką oto malowaną sakiewkę

Życzę wam wszystkim żeby tak słońce się do Was uśmiechnęło jak do mnie dzisiaj:)))

Dobrze że ten tydzień miło się zaczął, bo sobotę miałam fatalną, zatrzasnęłam sobie palec drzwiami od samochodu, wybiłam sobie bark i poparzyłam sobie nadgarstek gorącym olejem. Z soboty na niedzielę prawie nie spałam, na szczęście opuchlizna zeszła a palec jest ruchomy, gorzej z barkiem. Nie wiem czy coś w powietrzu nie tak było, a może to jakaś lekcja pokory? W każdym bądź razie pomału wszystko wraca do normy.

Pozdrawiam Was serdecznie i do miłego

piątek, 26 kwietnia 2013

Toaletka ciąg dalaszy

No to jednak coś udało mi się zrobić, kolejny etap w budowaniu toaletki. Czas się z nią uporać bo wczoraj przyszły nogi do konsoli, które udało mi się kupić na Allegro za całe 18 zł i to nie za sztukę tylko za komplet, jedna jest lekko uszkodzona ale do zreperowania., a zresztą do konsoli potrzebuje tylko dwie:)


 Tak więc wygląda moja toaletka na obecnym etapie, teraz jest potrzebny M i jego wolny czas żeby mi wyciął blat, który to połączy. Boję się sama za to brać, bo jednak to nie będzie proste cięcie, blat musi mieć podcięty owal tak jak w umywalce.




Zielono co? Zastanawiałam się nad patynowaniem ale nie pasuje do szafki poniżej.

Jak je robiłam:
bejcowałam na biało bejcą z IKEI
potem naklejałam taśmę malarską i malowałam łącząc dwie farby zieleń i biały w sposób dosyć przypadkowy, stąd wrażenie cieniowania
a na koniec naklejałam motywy z różnych serwetek wykorzystując warstwę wierzchnią i drugą jako echo .

Chciałam podziękować Edycie z Pracowni Jabłonie bo jedną z tych komódek dostałam od niej w prezencie i tak szkoda mi było ją wykorzystać w nieprzemyślany sposób że biedaczka blisko rok czekała na swoją chwilę:)
Pozdrawiam Was serdecznie kolejna relacja po wykonaniu kolejnego etapu, wieczorem może pobuszuję po Waszych blogach do miłego:)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Jak tu się brać za robótki?

Nastał ciężki czas dla mojego robótkowania, zupełnie nie mogę się zabrać do żadnej pracy tak mnie cieszy wiosna w tym roku. Sadzę, kopie, przesadzam i tak w kółko, wieczorem stękam że mnie wszystko boli a rano biegnę na podwórze, żeby sprawdzić czy chociaż parę milimetrów przybyło moim roślinkom, mam wrażenie że słyszę jak one rosną. Naprawdę słyszę jak pękają pąki na drzewach.  Świat zaczyna przybierać  barwy tęczy, jeszcze ich  mało ale w promieniach słońca otwierają się kolejne wiosenne kwiaty.









Wybaczcie ale nie mogę się oprzeć pokusie.


10 lat jak nic nie zmieniałam w swojej  łazience, M się śmieje że nikomu się nie chce na górę  chodzić. Ha ha śmieszne to wcale nie jest, ale ja bardzo lubię tą swoją zieloną łazienkę, coś by się przydało w niej zmienić więc pomyślałam że zrobię sobie toaletkę, co i kiedy, tego jeszcze nie wiem. na razie robię przymiarki w roli głównej dwie komódki z IKEI i pólka. coś tam mi w głowie świta tylko się zebrać nie mogę, ach ta wiosna:)




No to do roboty:)) a może lepiej wyszykować meble w ogrodzie?.... albo pergole odmalować...
albo poszukać jeża, bo podobno gdzieś w pobliżu się kręcił....
A może kompost przesiać? ach ta wiosna:)

Przypominam o rozdawajce czas do wtorku :))))

wtorek, 16 kwietnia 2013

Tak czekałam na wiosnę

a teraz chodzę z nosem niczym Cyrano de Bergerac wielkim i czerwonym od kataru, oczy wychodzą mi z orbit, ale nie na widok tryskającej zieleni bynajmniej, pewnie zgrzałam się przy sprzątaniu ogródka, oczywiście rozebrałam się a jakże przecież wiosna przyszła:) A dzisiaj przyjaciółka się ze mnie śmiała "stara i głupia". No nie ma co, na własne życzenie się tak załatwiłam.
Ale jak tu nie wariować przy takiej pogodzie i po takiej długiej zimie.


Nie mam pojęcia co to za kwiatek i skąd się wziął


















Niestety są jeszcze i takie miejsca w ogrodzie


Pozdrawiam wszystkich i uciekam, robótkowo urlop, do miłego

czwartek, 11 kwietnia 2013

Długo będzie:)

Długo, ale nie dla tego że będę się rozpisywać choć pewnie tego nie uniknę:) wpadłam w szyciowe tarapaty, nie mogę spać bo już mam tyle planów i pomysłów, tylko jak je pogodzić z życiem? To dość zabawna sytuacja bo M z zaciekawieniem przygląda się moim zmaganiom tu i ówdzie podsuwając pomysł i podgląda z ciekawością  moje szyjątka. Żeby dalej nie nudzić Was zbędnymi opowieściami pokażę co tym razem uszyłam, wykleiłam i co tu dużo mówić nacudowałam:)))

Wersja skrócona dla niecierpliwych wygląda tak:


Bardzo trudno jest robić zdjęcie czarnej torbie zwłaszcza jak jej częścią jest błyszcząca płyta winylowa:)
ale jak ktoś ma ochotę to mam też wersję oryginalną.









Nieźle się napracowałam jak to przy takich prototypowych rozwiązaniach już dzisiaj wiem że płyta lepiej wygląda na jaśniejszym tle, ale jeszcze dwie płyty  leżą więc nie powiedziane że nie doczekają się wersji blue:) albo white. ciekawa jestem co o tym pomyśle sądzicie:))
 Chciałam się też pochwalić wygranym candy, po pierwsze że wygrałam drugi raz w życiu a po drugie cukieras jet prawdziwie cudowny Agnieszka z bloga Niebieskości i inne była autorką tej zabawy.



Jest  też malarką tych aniołów, niestety brak czasu powoduję że rzadko publikuje na swoim blogu Za to pracę możecie ocenić sami. Piękne prawda zwłaszcza dla wariata co zbiera i robi aniołki anioły we wszelkich postaciach:) Agnieszko bardzo mi miło że to akurat do mnie trafiły i teraz mogę je podziwiać każdego dnia:)

Będąc w temacie różnych prezentów i podarunków dostałam jeszcze jeden bardzo bliski memu sercu



Na razie nic więcej nie napiszę, haft miałam oprawić w ramkę ale jak to zwykle bywa żadna w domu nie trzyma wymiarów:))) może uszyję mu ramkę, piękny prawda? wtedy poświęcę im więcej czasu i opisu bo na to zasługuje.

Pożegnam Was serduszkiem z łepetynką które powędrowało do Anity. Dzisiaj powinno dolecieć więc pokazuję:)


Jeśli udało wam się dotrzeć do końca to szczerze Wam gratuluje, ja się zmęczyłam tym pisaniem. No cóż chyba idę na urlop blogowy:) będę do Was zaglądać jak mi się uda. Do miłego

niedziela, 7 kwietnia 2013

Pierwsze koty za płoty

Zaczynam się zaprzyjaźniać z moją maszyną do szycia. Nie myślałam że kiedyś taką myśl sformułuję:))) Muszę się Wam do czegoś przyznać gdyby to zdanie przeczytała moja mama moja córka lub M pękali by ze śmiechu, żebyście wiedzieli ile jej się dostało!!!!
Maszynę dostałam od swojej mamy w prezencie, jest stara jak ja (więc uwierzcie na słowo że stara) jak po raz kolejny z różnymi fidrygałami leciałam do poprawki rodzicielka wystawiła mi walizkę i powiedziała szyj sobie sama:) Ciężka to była próba, wiele razy tą swoją już maszynę chciałam przez okno wyrzucić, bo mi pętelkowała  krzywo szyła, no i w ogóle. Wiele razy mówiłam do niej
- ostatni raz do ciebie siadam, jak mi tego małpo nie uszyjesz wylądujesz na chodniku,
 przy czym głównie chodziło o podszywanie spodni:)) wreszcie M wziął ją pod lupę i sam zaczął sobie spodnie podszywać i o zgrozo jemu szyła:)
No nie! pomyślałam sobie jak ty jesteś taka wredna to już całkiem do ciebie nie usiądę, bo to przecież plama na honorze, prawda?
No i długo miałyśmy ze sobą na bakier, aż do spotkania z Manią, kiedyś prowadziła bloga teraz nawet nie mam gdzie odesłać, bo moja Mania nadal cuda szyje tylko ich nigdzie nie pokazuje, chyba że zdjęcia w telefonie. Muszę chyba coś z tym zrobić.
No więc Mania przynosiła mi kolejne formy i namawiała mnie mówiąc
- to nie jest trudne na pewno uszyjesz tylko spróbuj, broniłam się rękoma i nogami w dodatku prosząc Manie o uszycie poduszek. Mania uszyła ale potem zaczęła mnie obdarowywać kolejnymi lalami, misiami, żabciami i tak jak wyrzut sumienia mnie punktowała.
Trochę głupio się czułam w tej roli więc spróbowałam dwa lata temu i uszyłam pierwsze serce, potem reniferka potem kolejne i tak oswajamy się ze sobą  ja i moja maszyna do dnia dzisiejszego.

No cóż cały ten długi wywód sprowadza się do tego że właśnie skończyłam pierwszą swoją torbę i jestem dumna jak paw, nie z torby, ale z tego że przełamałam niechęć do szycia. Teraz już będzie nam łatwiej.
No cóż będę przełamywać też kolejne słabości czego i Wam życzę .

Torba uszyta jest ze starej zasłonki, środek, kotek i zapięcie z poszewki, kolory zupełnie inne ale jak zrobię zdjęcie w świetle dziennym to dorzucę:)






Ach i przypominam o rozdawajce