środa, 27 lutego 2013

Wszystkiego po trochu

Moje dziecię płci męskiej miało przerwę w naukach i najwyraźniej bardzo się dziecięciu nudziło więc postanowiło mnie przesiedlić.
-Zamieńmy się na pokoje mamo:)
- Dziecko dopiero sobie pracownie wyszykowałam
- ale ....i tu padło ileś tam argumentów po czym nieopatrznie powiedziałam:
-  jak mi odmalujesz to swoje siedlisko to się zgodzę.
Potem jak w kalejdoskopie nastąpił natychmiastowy zwrot akcji bo moja latorośl zwykła działać impulsywnie i zanim się zastanowiłam moje kartony z pracowni wylądowały na łóżku w sypialni łącznie z dywanami ubraniami itd.
- No to gdzie ta farba?
Jezusicku kochany daj mi zdrowie i inny rozum bo za młodym nie nadążam, więc M mnie zapakował do samochodu i jedziemy po farbę, unigrunty i jakieś tam inne potrzebne szpargały.
Jeszcze w życiu niczego tak na wariata nie robiłam.
Tak więc latorośl przemalowała i przeniosła mnie do swojego dawnego lokum jednego dnia.
Żeby się położyć na łóżku w sypialni, podpierając się już nosem wynosiłam kolejne pudła i ubrania.
Przeżyłam i do dzisiaj ogarniałam sytuację bo młody zadekował się w nowym miejscu i zapomniał o sprawie a mnie nadal czka jak czegoś szukam.
Dla uspokojenia starganych nerwów i ukojenia duszy machnęłam sobie parę jajek więc będę mogła ten post okrasić fotkami.





Wszystkim którym się zobowiązałam wysłać pisanki proszę o wyrozumiałość do świąt z pewnością się wyrobię:))))
Dziękuję że do mnie zaglądacie i piszecie to prawdziwy miód na serducho. Pozdrawiam Was serdecznie do miłego

czwartek, 21 lutego 2013

Kończę już pisanki

     Witajcie, was też pewnie już mdli na widok moich pisanek, to chyba  koniec , być może wrócę jeszcze do nich jak mi zostanie czasu, na razie muszę wywiązać się z obietnic i zamówień. Chciałam podziękować wszystkim dobrym duszom, które oddały swój głos na Leosia, daleko nam co prawda do czołówki ale i tak było miło, bo przecież zabawa się liczy a nie miejsce.:)
      Mnie natomiast mdli na widok nadal sypiącego śniegu, jakoś wyjątkowo ten śnieg w tym roku mnie wkurza. Już nie mamy z nim co robić chodzimy tunelami, a to przecież Polska centralna a nie Karpaty, śnieg ma padać w górach, żeby narciarze mieli po czym jeździć, a nie żebym ja miała co odśnieżać.
Brrr.
    Wiem, wiem że hydrolodzy się cieszą, że zasoby wodne się poprawią, ja też się cieszę i cieszyłabym się jeszcze bardziej gdybym ten czas mogła przespać. Zima stanowczo za długo trwa, w ludziach wzbiera agresja, są nieuprzejmi i czepliwi, urzędy są za daleko, psują się samochody, albo nie są w stanie wyjechać.
Astrologowie piszą ,że to taki bojowy rok nas czeka i że ta agresja to nie przez śnieg tylko przez planety, a to dopiero styczeń, co będzie dalej? Może wiosna to zmieni, sypnie kolorami, tchnie wonią, może złagodniejemy, uśmiechniemy się widząc młode zielone listki na brzozach i wiszące kitki leszczyny. Byle do wiosny.
Już kończę zaserwuję jeszcze kilka zdjęć pisanek może uda się dotrwać do końca, na szczęście i tak większość nie czyta tego co piszę:)))






Witam nowych odwiedzających mnie gości:))
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, do odczytania:)

poniedziałek, 18 lutego 2013

Świat z pozycji leżącej

Tutaj przez cały dzień można oddawać głosy na Leosia nr 27
to tak dla przypomnienia.
Ostatnie dwa dni spędziłam w łóżku, zagrypiona, ale jak to mądrzy ludzie mawiają "złego diabli nie biorą" tak i mnie jakoś łaskawie grypsko potraktowało i dzisiaj wracam do żywych , jeszcze przed chorobą zrobiłam kilka pisanek, których nie zdążyłam obfotografować. Nie będę się rozwodzić na temat, wszystko widać, może Was kochani zainspirują, więc wrzucam zdjęcia i zmykam, bo przez te dwa dni gdzieś mi chałupę zakopali i muszę jej poszukać:)))
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę miłego tygodnia.








Może wieczorem uda mi się zaległości odrobić i powędrować po Waszych blogach.



sobota, 16 lutego 2013

Leoś prosi o głosy

Moi kochani jeśli spodobało Wam się moje zdjęcie  które jest zamieszczone w grupie innych kotków TU   zagłosujcie na nie, głosowanie 18 w poniedziałek w zamian prezentuję swoje inne fajne zdjęcia bo jestem naprawdę fajnym i przezabawnym kotem:)))

Tak wyglądałem jak byłem maluchem





Prawdę że fajny ze mnie kot
A to dla przypomnienia jest moje zdjęcie konkursowe


Mój numer startowy 27

piątek, 15 lutego 2013

klub Kota Jasna 8

Konkurs zatytułowany "Gdzie jest kotek"
Chyba oszalałam, ale nie tylko ja, jest w naszym blogowym świecie osoba która jest bardziej zakręcona na punkcie kotów, organizuje zabawy i konkursy których główną rolę pełnią koty. No i co?, nic własnie postanowiłam że dam szansę naszemu Leosiowi. Informację o głosowaniu zamieszczę jak już coś więcej będzie wiadomo, wszystkich zainteresowanych odsyłam TU
Do konkursu wysyłam takie zdjęcie Leosia


Myślicie że ma szansę?

czwartek, 14 lutego 2013

Pisanka?, i różności na okoliczności

Załóżmy że nadal to jest pisanka, może nieco odstaje od podstawowych wyobrażeń na ten temat. Co zrobić jak się chce jednocześnie robić biżuterię i pisanki? powstają właśnie takie dziwaczki:)


Na warsztacie są też inne, ale cały czas w trakcie lakierowania więc pokażę innym razem.

 Pewnie nie napisałabym też tego posta gdyby nie niespodzianka jaką sprawiła mi Kasia z "Ceramicznego kamienia". Bardzo lubię Kasi wytwory i już kilkoma mogę się pochwalić, w każdym razie odwiedzam Kasi bloga systematycznie podglądając co nowego popełniła i napisała, bo jakby te dwie funkcję są nierozdzielne, ci co zaglądają do "Ceramicznego kamienia" wiedzą o czym piszę.Tak więc pod jednym z wpisów zostawiłam komentarz, który sprowokował dalsze wydarzenia i uśmiechy na wielu twarzach:)))
Koniec końcem zostałam posiadaczką żabciowej broszki.


Prawda że jest urocza?

Wiem że wszyscy obchodzą walentynki, ja wyznaję zasadę że bliskość i szacunek należy celebrować każdego dnia nie tylko od święta.:)
Za to nasz Leoś czeka na swoje święto rozparty w fotelu, co tu naszemu kotu w prezencie przygotować?


Pamiętajcie o swoich pupilach, 17 lutego jest "dzień kota"
Pozdrawiam serdecznie, dziękuję za odwiedziny i miłe słowa jakie zostawiliście pod poprzednim wpisem.
Do miłego.

wtorek, 12 lutego 2013

Kolorowy zawrót głowy

Wiem że to dość nietypowe dla mnie, ale odwiedzałam ostatnio tyle kolorowych blogów że udzielił mi się ten szalony kolorowy trend. Pewnie to jedyny taki wybryk w moim wykonaniu ale miałam taką potrzebę pobawienia się kolorami że muszę Wam pokazać owoce tej zabawy. Dużo pozytywnej energii od Was przejęłam i przekazuję ją dalej.

Pisanki z gęsich wydmuszek




i malutkie z indyczych


Pozdrawiam wszystkich zaglądających , do miłego

sobota, 9 lutego 2013

U mnie nadal jajecznie

Gęsie wydmuszki inaczej niż to zwykle bywa, do postawienia nieco nobliwe w swojej formie ale przecież różne są potrzeby estetyczne. Zakupiłam na Allegro kilka kamei nie do końca wiedząc jak je wykorzystam czy do biżuterii czy  też w jakimś innym celu. Padło na jaja, pewnie nie jestem ani pierwsza ani ostatnia w takich pomysłach ale każda z nas robi to z pewnością po swojemu. Moje jaja prezentują się tak.
Pierwsze grafitowe, kolor dobrałam do tła kamei, nie bardzo wiedziałam jak temat ugryźć bo odstawała od jajka, więc usunęłam część skorupki, jak już chciałam przykleić okazało się  że i tak kamea jest wysoka i brzydko się odcina na tle wydmuszki. Żeby zniwelować tą widoczną różnicę, zrobiłam otok z przezroczystych mikrokulek i wykończyłam reliefami.






Do drugiego wykorzystałam już zdobytą wiedzę i wycięłam otwór dokładnie wielkości kamei, zabawy trochę przy tym było ale generalnie z efektu jestem zadowolona.



zostały mi jeszcze trzy takie kaboszony może jeszcze coś wymyślę:))

Dla odmiany zrobiłam też trzy malutkie kacze wydmuszki w najprostszy możliwy sposób,  ale takie też mi się podobają, są filigranowe, wszystkie trzy mieszczą się w dłoni.


Zima nie odpuszcza ale przynajmniej przestał padać śnieg, więc spokojnie mogę podziwiać widok za oknem nie urabiając się po pachy odrzucaniem śniegu.
A to kilka zdjęć dla dziewczyn co kwiatki w ogródku już oglądają:)))





Życzę wszystkim już wiosny, do miłego:)))

czwartek, 7 lutego 2013

Widziałam orła cień....

Jak wywinęłam salto, pomagając wypchnąć samochód z kolein utworzonych przez śnieg. Coś strasznego co się dzieje na drogach, jadąc z prędkością 5 km na godzinę udało nam się dotrzeć do domu. No nie zupełnie się udało bo naszą ulicę tak zasypało, że nawet do bramy nie można było wjechać, trzeba było szybko łopaty śniegowe przynieść i utorować sobie wjazd. Samochód dalej zachowywał się jakby tańczył na lodzie i za nic nie chciał się wpasować w bramę:) Tańczył wywijał piruety i chciał jechać jedynie na wprost co nijak się miało do toru jazdy który pozwolił by mu wjechać na podwórze.
Chce mi się krzyczeć "chcę już ciepełka, wiosny kwiecia w ogrodzie i zielonej trawy,
mam dosyć odśnieżania, popiołu z kominka rozbitej głowy i bolącego kolana:)

Dosyć to już sobie ponarzekałam.

Teraz mogę pokazać co jeszcze wykluło się w międzyczasie :)





Pozdrawiam wszystkich serdecznie i witam nowych gości, do miłego może w nieco bardziej sprzyjających okolicznościach przyrody:)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Wersja poniedziałkowa poprawiona i coś w błekitach

Nie dawało mi spokoju to drugie niedzielne jajo nie chciałam żeby się błyszczało a nie miałam w domu białej konturówki no( i jak to bywa w przypadku gorącej głowy) przecież nie mogłam czekać do poniedziałku, prawda?, zaczęłam je wykańczać perłową i dmuchałam żeby jej za dużo nie było więc tylko motywek, ale jak się przyjrzałam zdjęciom to jakieś takie niedokończone były więc je dokończyłam i mam wrażenie że teraz znacznie lepiej się prezentuje.:)))))


jeszcze jedna skorupka w błękitach



No to sobie ulżyłam, pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

niedziela, 3 lutego 2013

Niedziela z jajami

Hihi tak wyszło że to była niedziela z jajami, kolejne gęsie wydmuszki zaliczyły przeróbkę.






Miłego tygodnia Wam życzę


sobota, 2 lutego 2013

Babcine pamiątki i jaja

Jedno z pierwszych wspomnień zapisanych w mojej pamięci, miałam pięć lat, spędzałam u babci wakacje, uatrakcyjniane kąpielą na podwórzu w cynowej wannie i prysznicem z konewki. Babcia mieszkała w starym pięknym domu z malowniczym ogrodem. Tarasy secesyjnej willi dekorowane betonowymi tralkami były letnią sypialnią i miejscem spotkań podczas wakacji. Stare białe wiklinowe fotele były świadkami wieczorów w towarzystwie pobrzmiewających gitar, tlących się papierosów i kart rozdawanych do partyjki brydża. A ogród, jakiż niezwykły i tajemniczy był ten ogród oglądany oczami pięciolatka, kwatery wydzielone szpalerami tui, stara pompa, wielkie drzewa bzu i kwitnące irysy. Na końcu ogrodu stał stary wielki garaż kryjący w swoich wnętrzach wielkie czarne auto, którego nie wiedzieć czemu panicznie się bałam. Nie tylko auta się bałam, nad wielkim łóżkiem zawsze przykrytym pierzyną i wielką gobelinową kapą wisiał obrazek. Babcia wiedziała że się go boje. Kładła mnie spać na tym łóżku pod obrazem utwierdzając mnie w przekonaniu że obraz jest magiczny i muszę być grzeczna, bo jak nie to jedna z tych postaci do mnie zejdzie i mnie ukarze. Najbardziej się bałam św. Józefa nie wiedzieć czemu bo trzymał na kolanach dziecię i jak mu się teraz przyglądam wygląda dobrotliwie.
Obraz się zmieniał w zależności do której strony się na niego patrzyło, wiecie takie pierwotne 3D
przed tym obrazem klękała, prabacia, babcia, mama z siostrami ja z bratem. Teraz obraz wisi w mojej jadalni i jest moim westchnieniem, moją pamięcią.




Co po za tym, po za tym zrobiłam kolejne pisanki, serwetkę na której leżą też zrobiłam, kiedyś, ale zrobiłam.

Dziękuję za Wasze komentarze i życzę Wam kochani miłego weekendu