czwartek, 11 października 2012

Podusia i coś

Oj wyrabiam się w ogromie pracy, może to prawda że im więcej zajęć tym człowiek jest lepiej zorganizowany. Nie wiem czy wy też tak macie, ale  jak gonię w piętkę i każda minuta jest na wagę złota to lepiej ten czas wykorzystuję, jak go mam tylko ciut więcej to chodzę jak mucha w smole i nie bardzo potrafię się pozbierać, a czas jakoś tak przecieka mi przez palce.

Mam nadzieję że grypa poszła precz i będę mogła wrócić do normalnego działania, bo jak kobieta w domu dwa dni chora to teraz nie wiadomo w co ręce włożyć, więc szyję gotuję sprzątam załatwiam różne zaległe firmowe sprawy, no i zaglądam w między czasie na Wasze blogi żeby mi czasem coś nie umknęło.

Jak obiecałam tak pokazuję doszyłam jeszcze dwie poszewki w paseczki.




Loni ja widać wpychał się w kadr więc niech mu będzie, niech kocie ma swoje pięć minut.


Ach zapomniałam, jakiś czas temu od moich panów kupiłam metalową tace ,która została poddana przeróbce, a efekt tych przeróbek tak się prezentuje


Coś mi się zdaje że macie już dosyć tych moich szarości i niebieskości, a wiecie że dzisiaj był dzień świra :)?
Dobrze że to już prawie północ.
Miło mi, że potwierdzacie swoją obecność komentarzami, do miłego.