wtorek, 28 sierpnia 2012

O starej książce, zakładce do niej i kartce na którą czekałam i...

Dzień zwariowany jak na huśtawce, raz do góry raz na dół, jak to w życiu bywa. Zresztą same wiecie jak to jest. Mój pan listonosz jest na urlopie, w końcu każdy ma do niego prawo, więc niech sobie odpoczywa bo pracę ma przecież niełatwą, ale w związku z tym sąsiedzi przynoszą moje listy a ja odnoszę im te które przeznaczone są dla nich, albo na przykład zbieram korespondencje z parapetu jeśli się nie ześliźnie, albo nie zamoknie. Tu dla usprawiedliwienia zastępującego pana napiszę że nie posiadam skrzynki pocztowej bo jest mi tylko potrzebna jak mój listonosz idzie na urlop :))) Znaczy nawet gdzieś w piwnicy leży i czeka na pomalowanie ale jak dotąd nie znalazłam odpowiedniej motywacji żeby to zrobić. :)

No i dzisiaj listonosz, który przyszedł w zastępstwie musiał niestety pofatygować się do domu żeby mi przynieść przesyłkę poleconą, musiałam mieć śmieszną minę jak mi powiedział że u mnie podobno awizo się nie zostawia. Podziękowałam ślicznie za list i pożegnałam uprzejmego pana by jak najszybciej otworzyć kopertę spodziewałam się od Ewkiki kartki która mi się tak bardzo podobała, ale jak na kartkę to koperta była stanowczo za gruba, a czemu bo musiała to wszystko pomieścić :)


Kartka cudowna, ale co ja będę Wam pisać pooglądajcie, jak widzicie na karteczce się nie skończyło, dostałam zakładkę, podkładki serwetki i życzliwe ciepłe słowa, za które Ewuś serdecznie dziękuję.


Moja nowa zakładka znalazła od razu odpowiednie miejsce, od dzisiaj będzie częścią mojej stareńkiej książki kucharskiej którą co jakiś czas w różnych odsłonach Wam prezentuje.





Kartka zajęła też godne miejsce na kominku obok Kasiulkowych kotków, prawda że ładnie się prezentuje?



(Cały czas myślę co by tu zrobić żeby kominek przemalować, czy stiuk da radę pomalować?)