wtorek, 7 sierpnia 2012

Uwiłam sobie gniazdko i skrzynka na biżuterię


Wyszłam wreszcie z piwnicy gdzie spędzałam upały, świat mi się wydał dzisiaj taki przyjazny,pachnący, oddychał wraz ze mną, napełniał się na nowo kolorami owoców na straganach, rumienił czerwienią jabłek zielenią sałat i kapusty, złocił pomarańczowymi baniami. Uwielbiam wtorkowe i piątkowe wyprawy na targ, przyglądać się koszom pełnym żurawiny, wąchać zioła wybierać owoce, próbować kwaszoną kapustę. Słyszeć jak sprzedawca pyta- życzy pani? - a tak życzy zwykle kupuję więcej niż potrzeba, nie mogąc się zdecydować takie piękne warzywa, świeże, pachnące jakoś je wykorzystam, żółte i malinowe pomidory już sam ich zapach powoduje łaknienie jeszcze tylko razowy chleb ze słonecznikiem, cóż mi więcej trzeba.


U mnie jak zwykle falami,  albo nie robię nic, albo wszystko na raz. Właśnie udało mi się przenieść swoją graciarnie do dawno zaplanowanej pracowni trochę mnie przeraziła wielobarwność tego pomieszczenia, to przez konieczność pochowania wielu rzeczy do pudeł. Nie miałam pomysłu jak na szybko zorganizować swój kąt a przecież nazbierało się tych materiałów trochę, tkaniny do szycia, serwetki, papiery, nici, koraliki i sznurki, nawet nie myślałam że w takie ilości przydasiów obrosłam. No cóż, póki co jest bardzo kolorowo, może kiedyś to zmienię na razie to najbardziej kolorowe miejsce w domu, aż się sama sobie dziwię że tak wyszło.



W  międzyczasie skończyłam skrzynkę dla mamy koleżanki, zawsze mnie stresują takie zamówienia, mam nadzieję że będzie się podobała, miała być stonowana, w ciepłych jesiennych kolorach i koniecznie ze spękaniami (za którymi nie przepadam, zwłaszcza jednoskładnikowymi)




Jeszcze kilka chłodniejszych dni przed nami, muszę je wykorzystać.
Pozdrawiam Was serdecznie, do miłego.