sobota, 14 lipca 2012

Idąc za ciosem

Próbuję malować, przynajmniej jakieś proste esy floresy jak na pudełku, zrobiłam jeszcze jeden lampion,który nieźle namieszał bo nie zdawałam sobie sprawy ile czasu zajmie mi jego zrobienie i ile materiałów zużyję więc ratowała mnie koleżanka białą konturówką bo w sklepie akurat nie było i  już nic innego nie zdołam popełnić, chyba że znowu dzisiaj nie będę spała, ale czy warto? Człowiek daje się czasem wpędzić w taki owczy pęd bo trzeba, a kto mi karze? Głupie poczucie obowiązku? Nie lepiej by było ten czas spożytkować na coś przydatnego? Na przykład na uszycie sukienki na miotłę jak to zrobiła Snow, albo na uszycie poszewek na poduszki, które od dawna czekają, albo przemalowanie szafki, co czeka już dwa lata. Albo zrobienie bransoletki którą obiecałam i na którą ktoś czeka. Chyba jestem zmęczona i już mi się chce tylko jęczeć, w dodatku nie wiem czego się mogę spodziewać po tym jutrzejszym dniu. Chcę żeby był już poniedziałek, mam pietra jednym słowem i tyle.
Pozdrawiam i zmykam zanim popsuje wszystkim weekendowy nastrój. Do miłego