sobota, 2 czerwca 2012

Durnostojka

To chyba najlepsze określenie do tego mojego kota, którego przez ostatnie dwa dni szyłam. Coś w tym jest, że człowiek na stare lata dziecinnieje, miałam taką frajdę z szycia tego kociego potwora że nie macie pojęcia, M patrzył podejrzanie zadając w kółko jedno i to samo pytanie:
M-Po co ci ten kot?
 ja-Co za pytanie, a po co ci Eurosport? -zabrzmiała odpowiedź, która i tak nie ucięła dyskusji nad zasadnością szycia takiego paskudztwa.
M - on jest krzywy i ma za chudą szyję.
ja -Taki ma być- znowu odpowiedź i powrót do pracy.
M - co z nim zamierzasz zrobić?
udałam że nie słyszę, ale zaczęłam się zastanawiać jakie będzie jego przeznaczenie i już mam pomysł ale o tym następnym razem.
O ile nigdy wcześniej M się nie wtrącał i nie zabierał zdania w sprawach dotyczących moich robótek o tyle kot wywołał wrzawę, więc jak to kobieta pokochałam kota wielką miłością, bo taki brzydki, niechciany przez nikogo, więc przynajmniej ja muszę okazać lojalność wobec mojej durnostojki i kochać ją taką jaka jest.
Syn widząc kota uśmiechnął się i pochwalił, więc zastanowiłam się czego może ode mnie chcieć, ale żadne "mamo da"j nie nastąpiło więc tematu profilaktycznie nie kontynuowałam.

Wiec ku Waszej uciesze kochani, by poprawić wszystkim nastrój spaskudzony wstrętną pogodą efekt mojej zabawy.



A może to o wielkość chodzi, mały to on nie jest, ma ponad 40 cm wysokości, nawet Leoś nie wykazywał zrozumienia dla kociego tematu :)


Pozdrawiam i życzę miłego spokojnego weekendu

Może uda mi się jutro nadrobić zaległości w odwiedzaniu Waszych blogów, do miłego