poniedziałek, 12 marca 2012

Nie kończąca się opowieść czyli znowu jajecznie lub pisankowo jak kto woli

Już tak mam, że albo robię bombki albo  pisanki, tak naprawdę po za tymi dwiema sprawami nic nie jest mnie na tyle wciągnąć żebym systematycznie coś robiła. To chyba dla tego, że to są małe formy a ja z racji własnych dużych gabarytów uwielbiam wszystko co jest malutkie, ot taka przewrotność kobiety. Będę więc zamęczać Was do upadłego tymi swoimi mini wytworami stosując różne techniki i wysyłając w Waszym kierunku dobre fluidy, które nie jedną z Was popchną do zrobienia własnej pisanki. W końcu czuję się usprawiedliwiona bo  jest to odpowiedni czas na ich tworzenie i mogę sobie pofolgować.
Cieszę się że kursik Wam się spodobał i już mam pomysł na kolejny, ale nie wyprzedzajmy wydarzeń. Jeszcze sama nie wiem co mi z tego wyjdzie.
Już Was dłużej nie zamęczam, wrzucam zdjęcia, może akurat kogoś zainspirują?

Te miały przypominać aplikację naszytą na jajku


Te bardzo mi się osobiście podobają i z pewnością zostawię dla siebie, będą fajnie się prezentować powieszone na karniszu w mojej jadalni.


A te dedykuję Oxi, bowiem wykorzystałam w nich serwetki które od niej dostałam. Tworzą fajny ludowy klimat nie jestem tylko pewna czy dobrze zrobiłam wykańczając je wstążką. Ale od czego są kumpelki blogowe. Najwyżej po mnie pojedziecie.

Dzięki piękne za Wasze komentarze , Waszą obecność i witam tych, którzy zechcieli dołączyć do grona bywalców. Do miłego