czwartek, 2 lutego 2012

O sąsiadach i miłych relacjach, dalej pisankowo

         Dzisiaj po raz kolejny moi sąsiedzi stanęli na wysokości zadania, przez ten pioruński mróz mężowi nie chciał rano zapalić samochód, a umówiony był z klientem więc od rana walczył żeby go uruchomić, poszedł w ruch prostownik i podgrzewanie, ale zupełnie bezowocnie. Rozrusznik wył jak przysłowiowy pies a samochód nic. Na szczęście mam super sąsiadów, najpierw sąsiadka jechała z dziećmi do szkoły, podjechała na podwórko i mówi -"sąsiedzie może prądu pożyczyć?", podłączyli kable, sąsiadka gazowała swój samochodzik żeby tylko pomóc, ale jak to z przedmiotami bywa, auto za nic nie chciało ruszyć. Trwało to wszystko dłuższą chwilkę więc sąsiadka przeprosiła bo już czas do pracy jechać, trudno. Jeszcze dobrze mąż do domu nie zdążył wrócić a już sąsiad pędzi zapinając kurtkę i woła, już podjeżdżam zaraz coś wymyślimy, walczyli aż samochód zapalił. Jednak duch w narodzie istnieje.

Tak jak obiecałam kolejne pisanki, zupełnie w innym nastroju, czyste bez żadnych dodatków, mam nadzieję że też mogą się podobać. Dziękuję jeszcze raz za komentarze, które są siłą napędową do dalszego działania i pozdrawiam serdecznie.