środa, 18 stycznia 2012

Podróż sentymentalna

Witajcie chciałam Was zaprosić na małą wycieczkę do kuchni prababci, krótka to będzie podróż bo przypuszczam że bloger by się zbuntował i zamknął mi konto gdybym miała pokazać wszystko co mnie frapuje w tej księdze. Kuchnia prababci - to zwrot raczej symboliczny jako że książka została przygarnięta przez moją babcię w wojennej pożodze, przekazana po kądzieli mojej mamie, a potem mnie. Kiedyś przekaże tę książkę mojej córce, może już  niedługo. Wiec może to takie pożegnanie, taka podróż sentymentalna. Swoją drogą to przez te kilkadziesiąt lat socjalizmu zabito też naszą kulturę kulinarną, coś dla czego warto było przyjechać do Polski. Nie będę się więcej rozpisywać wrzucę kilka zdjęć symbolicznie, język którym jest pisana, opis dań, sposób ich przygotowania, logika postępowania w kuchni i jej otoczeniu jest tak różny od tego naszego dzisiejszego, że aż piękny.







Czy nazwy tych potraw coś Wam mówią?


A czy potraficie nazwać te najczęściej jadane ryby?



Tyle o moim skarbie rodzinnym, powinnam oddać książkę do introligatora, ale szczerze powiem że się boję.
Kiedyś przy innej okazji napiszę o znaleziskach strychowych. Teściowie kupili dom w 1969 woku od tamtej pory do czasu naszego zamieszkania strych nie był przeszukiwany, aż któregoś dnia weszłam na górę żeby wynieść za małe ubrania po mojej córce. Ale to zupełnie inna historia.



Może Was dzisiaj nie zanudziłam zupełnie, ale wena gdzieś śpi pod śnieżną poduchą :) Dziękuję za każde słowo zamieszczone pod moimi wypocinami i do miłego:)