piątek, 22 czerwca 2012

Takie tam różności

Już kiedyś pisałam na łamach tego bloga że mam fajnych sąsiadów, przynajmniej z dwóch stron. Pracując dzisiaj  w ogrodzie słyszałam rozmowę dziadka i wnuczka.
-Dziadku gdzie idziesz?
-do sklepu, odpowiada dziadek
- kupisz mi czekoladę?
- kupię.
- a dwie?
- kupię
- a trzy
- kupię a cztery?
- kupię
- dziadku a tyle, wnuczek pokazał chyba na palcach u rąk
- jak mi powiesz ile to jest to ci kupię.
na to zdenerwowany wnuczek
- nie kupisz bo nie masz tyle pieniędzy.
Maluch na dniach kończy trzy lata.

      M nadal delektuje się meczami informując mnie na bieżąco o wynikach , więc złapałam chwilę oddechu i wreszcie po dwóch tygodniach dokończyłam dzbanek (może za dużo powiedziane że dokończyłam bo postanowiłam cieniować kwiatki białą olejną farbą a ta postanowiła nie wysychać, więc lakierowanie jeszcze przed nami).
        Z tym dzbankiem to też jest historia, jak dwa lata temu leżałam w szpitalu to nieopatrznie zapytałam salowej czy nie mają takiego szpitalnego dzbanka wewnątrz poobijanego bo od jakiegoś czasu poszukuję takowego do pomalowania.Salowa przyjrzała mi się jakbym z choinki się urwała i coś tam  pod nosem odburknęla. Trudno, pomyślałam i zapomniałam że temat poruszyłam.
Obok mnie na sali leżała siostra zakonna do, której  w odwiedziny przyszła jej młodsza koleżanka, siostra miała nazajutrz opuścić szpital więc obie panie ustalały godzinę wyjścia. Wyobraźcie sobie moje zdumienie jak następnego dnia otrzymałam w darze od sióstr mój upragniony dzbanek i nie tylko ale to już bardzo osobiste podarunki.
      Tak więc zbierałam się do tego mojego dzbanka dosyć długo, a efekt nieskończonej jeszcze pracy tak się oto przedstawia.



Czy te serwetkowe kwiaty nie przypominają do złudzenia tej eustomy leżącej obok?
To kolejne kwiaty które mi skradły serce.



Żeby nie było że wokół mnie jest tak szaro zdjęcia z ogrodu, tutaj królują kolory













Czy ktoś to w ogóle wytrzymał do końca?
Jeśli tak życzę miłego weekendu, dziękuję za życzliwość, i komentarze pod poprzednim postem.

Zaproszenie

Jeśli jeszcze nie znacie lalek Beaty to zapraszam do odwiedzenia  jej bloga, jeśli Wam również się spodobają to Beata właśnie organizuje letnie candy na które można się zapisać.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie

czwartek, 21 czerwca 2012

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Podyskutujmy



Na Facebooku znalazłam taki oto komunikat przenoszony poprzez udostępnienie, przez kolejnych odwiedzających portal i chciałam z Wami na ten temat podyskutować.
Ja się z nim nie zgadzam, może poza tą częścią że 20% ma to gdzieś i trudno. Tak jest ale te 80 to ludzie, którzy jak będą wiedzieli że potrzebujesz pomocy to pomogą tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń.



Skąd wiec tyle ludzi utożsamia się z tym hasłem?Ciekawi mnie Wasza opinia na ten temat.

Może ja po prostu mam szczęście do ludzi, nie życzyłam nigdy nikomu niczego złego i nie życzę, jeśli ktoś ma problem i do mnie się z nim przyjdzie wysłucham i jeśli to możliwe pomogę. Z życzliwością spotykam się u tych do których się zwracam.

Otwieram dyskusję, wybaczcie że jestem trochę nieobecna ale ostatnio spadło na mnie dużo obowiązków i trudno jest mi wszystko ogarnąć, jeśli nawet nie wszędzie zostawiam komentarz to staram się być obecna i przeczytać każdy post.

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie i życzę miłego tygodnia w otoczeniu życzliwych ludzi.

wtorek, 12 czerwca 2012

Ikona i bezsenna noc

Znowu bezsenna noc, nie mogę tego zrozumieć im bardziej jestem zmęczona tym trudniej mi zasnąć, wstaje więc z łóżka i snuję się po domu, żeby nie marnotrawić czasu coś tam sobie sklecę. Mogłabym pewnie poprasować, poczytać, nie poczytać nie bo jestem zbyt zdenerwowana bym się mogła skupić.
Zmarł nasz kolega, taki wesołek o duszy kloszarda, uśmiechnięty pełen optymizmu, na dwa dni przed odejściem opowiadał o wakacyjnych planach, o podróży po swojej ukochanej Francji.
Kochał swoją żonę miłością prostą i w sposób niezwykły o tym uczuciu opowiadał. Osierocił piątkę dzieci, dwoje dorosłych i trójkę maluchów, Maćku uśmiechnij się do nas z góry...


Ikona wykonana techniką decoupage na desce dębowej.

niedziela, 10 czerwca 2012

Wynurzenia na różne tematy


     No cóż mój stosunek do sportu i niechęć do oglądania horrorów mają wspólne podłoże, nigdy nie lubiłam tego gatunku a jak poszłam z moją mamą do kina na "Szczęki" który był w mojej wczesnej młodości niebywałym hitem, moja rodzicielka wychodząc z kina cała w siniakach powiedziała - "nigdy więcej z tobą do kina nie pójdę". Jak oglądałam mecz naszych siatkarzy to nawet prze minutę nie siadłam i zjadłam całe paznokcie, podskakując co chwilę i wybiegając z pokoju żeby się czegoś napić w bardziej nerwowych  momentach. Jak zimą oglądałam naszą Justynę jak zmagała się walcząc Marit to nie wiem kto bardziej był zmęczony ona czy ja. Wyobraźcie sobie przez 30 km machać rękoma żeby tej naszej Justynie pomóc. No cóż moi domownicy nie mogąc się przyzwyczaić do moich zmagań sportowych zabronili mi w nich uczestniczyć, po tym jak mój M będąc w pracy odbierał telefony co pięć minut z informacjami z boiska.
Chyba tak jest lepiej, ja się wyciszyłam i teraz tak sobie myślę że przeżywałam straszny horror na własne życzenie więc teraz nie oglądam i basta, a M informuje mnie tylko co jakiś czas o wynikach i przebiegu akcji.


    O zapach każdy mógł by opowiadać godzinami, aż tak nie będę się nad Wami znęcać ale dzisiaj w nocy obudził mnie zapach jaśminów, wcześniej budziły mnie wonie bzów i akacji i tak sobie myślę że to nasze otoczenie można by malować zapachami jak farbami. Każdy zapach ma jakąś barwę, nasuwa jakieś skojarzenie. Zieleń pachnie dla mnie skoszoną trawą, fiolet bzami w majową noc a biel kojarzy mi się właśnie z jaśminem, beż z zapachem domowego chleba a żółć dojrzałym owocem cytryny tyko czerń jakoś nie ma żadnego zapachu jest jakaś taka martwa...


     Młodszy został przez koleżankę zaproszony wczoraj  na wesele, nie wiem o której wrócił bo spałam ale jakoś wcześniej wstał, więc z troską spytałam,
- jak było? Na to młodszy
- jak na weselu.
-To znaczy?
- No co ty nigdy na weselu nie byłaś że pytasz?

W piątek moje szalone koleżanki Mania i Bronka postanowiły zrobić niespodziankę i wpaść z zaległą wizytą imieninową, pomijając że jak przyjechały to byłam usmarowana od stóp do głów bo właśnie odgruzowywaliśmy podwórko po remoncie napełniając ogromny kontener kolejnymi niepotrzebnymi rzeczami, które przez ostatnie 30 lat były odkładane do piwnicy bo może się jeszcze do czegoś przydadzą, to tak jak szybko wpadły tak i uciekły że nawet nie zdążyłam im podziękować za upominki, co niniejszym czynię. Przy okazji się pochwalę tym co dostałam
od Mani
od Bronki
Dzięki dziewczyny


Poprawiłam też zawieszkę literkową dla małej Hani, mam nadzieję że to wersja ostateczna. Żeby obejrzeć chyba trzeba powiększyć albo ja już ślepnę.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich życząc miłego tygodnia.

Jej dawno się tak nie rozpisałam, wybaczcie.

sobota, 9 czerwca 2012

Pierwsze kroki w pisaniu?

Prawie jak przedszkolak stawiam pierwsze kroki tyle że nie w pisaniu a szyciu liter. Pamiętacie jak niedawno pisałam że moje dwie koleżanki zostały babciami w jednym dniu, dla jednej z nich przygotowałam tą okienną zawieszkę, wnuczka ma na imię Hania, więc wszystko jasne. Na szczęście Mania nie ma zupełnie czasu ani możliwości żeby zajrzeć na bloga więc z pewnością nie zobaczy tego co przygotowałam a ja będę miała trochę czasu na korekty.
Acha, więc do czego zmierzam potrzebna jest mi wasza pomoc, literki są na razie tylko przyczepione szpilkami nadal się miotam czy je przyszyć tak jak poprzypinałam czy może zawiesić, druga sprawa listewkę obszyłam materiałem, założenie jest takie że całość ma wisieć, tylko na czym czy na tych sznureczkach jak teraz czy na białych wstążkach.




       M od jakiegoś czasu stworzył sobie klub sportowy gdzie cały czas włączony jest telewizor (bo sport jest tu uprawiany na siedząco) i po kolei oglądane są wszystkie mecze tenisowe, snooker wyścigi kolarskie a teraz piłka nożna, (to oczywiście wariant letni) no cóż każdy powinien mieć jakąś pasję i móc rozwijać swoje zainteresowania, więc żeby nie przeszkadzać, a siebie nie męczyć usunęłam się na swoje podwórko i tak oto powstają te wszystkie "cuda wianki".Jakoś zamieszanie wokół mistrzostw mnie zupełnie nie obchodziło i z pewnością nie znałabym wyników dzisiejszych meczy gdyby M nie krzyczał do mnie co chwilę " szkoda że tego nie widziałaś co za akcja, słyszysz? (tak słyszę nie mam generalnie wyjścia), bramka wpadła" potem z mniejszym już entuzjazmem M oznajmił że wpadła bramka dla naszych przeciwników, stąd wiem że był remis. Na tym się jednak wieczór uniesień nie skończył bo we Wrocławiu rozpoczął się kolejny mecz tych mistrzostw i mimo że się zarzekałam i broniłam rękami i nogami przed uczestniczeniem w tym widowisku to jak widać nie jest to możliwe.A to dopiero pierwszy dzień.

Dedykuję tego posta wszystkim tym którzy mieli nadzieję że te mistrzostwa ich nie dotyczą, pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim spokoju mimo wszystko.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Truskawki i małpiszon na klamce

      Nie wiem czy znacie smak konfitury truskawkowej z anyżem i zielonym pieprzem, w zeszłym roku zrobiłam taką po raz pierwszy, nie robię mnóstwa przetworów na zimę ale ta konfitura ma niezwykły smak, zatrzymuje najlepsze zapachy lata, anyż i zielony pieprz dodaje pikanterii, jest cudowna więc zamykam sobie w słoiczkach te zapachy żeby w przypływie zimowej chandry delektować się jej smakiem. W zasadzie nie ma na nią jakiegoś specjalnego przepisu, po za tym że prawie do zakończonej konfitury dodaję parę gniazd anyżku i ziarna zielonego pieprzu ze słoiczka. Jak macie ochotę to spróbujcie.

Na osłodę przesyłam Wam słońce i uśmiech małpiszona który dopiero co wymknął się spod maszyny. Miłego tygodnia wszystkim zaglądającym życzę.



sobota, 2 czerwca 2012

Durnostojka

To chyba najlepsze określenie do tego mojego kota, którego przez ostatnie dwa dni szyłam. Coś w tym jest, że człowiek na stare lata dziecinnieje, miałam taką frajdę z szycia tego kociego potwora że nie macie pojęcia, M patrzył podejrzanie zadając w kółko jedno i to samo pytanie:
M-Po co ci ten kot?
 ja-Co za pytanie, a po co ci Eurosport? -zabrzmiała odpowiedź, która i tak nie ucięła dyskusji nad zasadnością szycia takiego paskudztwa.
M - on jest krzywy i ma za chudą szyję.
ja -Taki ma być- znowu odpowiedź i powrót do pracy.
M - co z nim zamierzasz zrobić?
udałam że nie słyszę, ale zaczęłam się zastanawiać jakie będzie jego przeznaczenie i już mam pomysł ale o tym następnym razem.
O ile nigdy wcześniej M się nie wtrącał i nie zabierał zdania w sprawach dotyczących moich robótek o tyle kot wywołał wrzawę, więc jak to kobieta pokochałam kota wielką miłością, bo taki brzydki, niechciany przez nikogo, więc przynajmniej ja muszę okazać lojalność wobec mojej durnostojki i kochać ją taką jaka jest.
Syn widząc kota uśmiechnął się i pochwalił, więc zastanowiłam się czego może ode mnie chcieć, ale żadne "mamo da"j nie nastąpiło więc tematu profilaktycznie nie kontynuowałam.

Wiec ku Waszej uciesze kochani, by poprawić wszystkim nastrój spaskudzony wstrętną pogodą efekt mojej zabawy.



A może to o wielkość chodzi, mały to on nie jest, ma ponad 40 cm wysokości, nawet Leoś nie wykazywał zrozumienia dla kociego tematu :)


Pozdrawiam i życzę miłego spokojnego weekendu

Może uda mi się jutro nadrobić zaległości w odwiedzaniu Waszych blogów, do miłego