czwartek, 19 stycznia 2012

Przepis na zakwas żytni do pieczenia chleba i księgi ciąg dalszy

Ten post raczej dla cierpliwych i dla tych co prosili o więcej informacji o mojej rodzinnej książce kucharskiej. Obiecałam jednej z naszych koleżanek że prześlę przepis na zakwas żytni do chleba, ale pomyślałam że może jeszcze któraś z Was się pokusi i spróbuje sama piec chleb na zakwasie więc podzielę się tą wiedzą z ogromną przyjemnością. Mój zakwas ma już trzy lata, karmię go kiedy mam chęć upiec chleb, lub wstawiam do lodówki na czas spoczynku. Nie jest kłopotliwy.



Sprawdzony.
Pozostała cześć to zdjęcia z mojej książki, które nie potrzebują komentarza. Do poczytania i oglądania.




























Obiecuję że więcej nie będę Was zanudzać, przynajmniej książką kucharską. Dziękuję za odwiedziny i komentarze, są poniekąd ścieżką po której podążam. Do miłego

15 komentarzy:

  1. Super, jesteś wielka! A tak przy okazji - sporo się jednak zmieniło przez ten czas- począwszy od "oprzyrządowania" po mniemanie o tym co zdrowe.Teraz nikt nie napisze,że najzdrowsze są jajka surowe (pomijając problem salmonelli). Co do prawdziwego rosołu- nigdy nie szumuję, nie dodaję kości.Gdy się go odpowiednio długo gotuje na malutkim płomieniu, to sam się pięknie wyklaruje. Szukałam wytłumaczenia pojęcia "gotować na wolnym ogniu", bo tym pytaniem zaskoczyła mnie moja córka , gdy korzystała z jakiejś książki kucharskiej. Nie mogła pojąć dlaczego nie napisali "na małym płomieniu". I już teraz pojęłam, dlaczego moja kuchnia jest za mała- bo mam wyposażenie niczym przed wojną, jeśli idzie o ilość.Ale przynajmniej nigdy niczego nie musiałam od sąsiadek pożyczać, działało to zawsze w odwrotnym kierunku:)))
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell wiele się zmieniło, ale jak przeglądam tą książkę to mam momenty takiej tęsknoty, za tamtym światem, bardzo mi się podoba język, jakim jest pisana.
      Ja mam to szczęście że mieszkam w domu, więc mogłam zgromadzić mnóstwo starych przedmiotów codziennego użytku.
      Też rosołu nie szumuję, ale kości daję, bo rosół gotuję przeważnie z trzech, czterech gatunków mięsa (szponder, łata, pręga i kura)
      Właśnie nastawiłam i pomalutku się gotuje. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Ten inwentarz mebli i naczyń powalił mnie na kolana:))) żeby to zgromadzić potrzebna byłaby dodatkowo stodoła do ich składowania;)))
    Z drugiej strony, czytając te przepisy chylę głowę, nad zdolnościami ówczesnych kucharek:)
    Posiadasz prawdziwy skarb dziewczyno.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieźle mnie ubawił Twój komentarz, pozdrawiam.

      Usuń
  3. o kurcze! niezły "zabytek" ta książka! fajnie, że dzielisz się z nami w ten sposób chociaż częścią jej zawartości... naprawdę z przyjemnością podczytuję sobie jak to było kiedyś... ot taki "kuchenny histornik"
    ale budyń ze szpinaku? no ja nie wiem, czy to może być dobre ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie budyń ze szpinaku podany z listkami łososia wędzonego, sam może być nieco mdły ale jako dodatek może być ciekawy.

      Usuń
    2. budyń zawsze kojarzył mi się z czymś słodkim, może stąd moje niedowierzanie, że może być dobry ;)

      Usuń
  4. Oficjalnie jestem fanką tej książki! Wyjaśnienie terminu "gotować" czy "zemleć" po prostu powala! Tak samo jak spis potrzebnych w kuchni sprzętów - jestem zacofana, bo części z nich nie posiadam, a blachy do ciast tylko po jednej sztuce ;-) Pozdrawiam serdecznie i ogromnie dziękuję za tych kilka zdjęć :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosiu dla mnie to też duża frajda. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Bardzo dziękuję za chęci dzielenia się z uboższymi (w wiedzę o kuchni przedwojennej. Pozwolisz, że kilka zdjęć skopiuję (TYLKO DLA UŻYTKU WŁASNEGO, bo przepisanie interesujących informacji graniczy z cudem. Pozdrawiam serdeczne, Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że się zgadzam, Pozdrawiam Edytko

      Usuń
  6. Błagam przestań mi wmawiać ,że to jest nudne.Dawno z takim zainteresowaniem nie pochłaniałam wiadomości jak tych właśnie.
    Najfajniejszy był ten taboret do szorowania garnków.To taka dawniejsza zmywarka:)))))))))
    Przepisy bardzo interesujące.Kapitalny post.Dziękuję.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastyczna ta książka :))Język jakim jest napisana,pożółkłe kartki ,jednym słowem ma duszę,lubię takie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A wiesz , że ja dzisiaj (pewnie też od Ani:) chciałam wejść do Ciebie ale link mi się nie wyświetlał:) i jak zobaczyłam, że Ty zawitałaś do mnie to sama do siebie się uśmiechnęłam:) Dziękuję! Pospacerowałam sobie u Ciebie, poczytałam książkę, oglądnęłam Twoje piękne prace i wiesz - bardzo ciekawie jest tutaj u Ciebie!:) Pozdrawiam i zapraszam Marta

    OdpowiedzUsuń
  9. Super! Dziękuję :) Zwłaszcza za zakwas.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że chcecie pozostawić ślad swoich odwiedzin w postaci komentarza, każdy z nich traktuję jak wyróżnienie bo zechcieliście poświęcić swój czas i energię by go napisać.