środa, 18 stycznia 2012

Podróż sentymentalna

Witajcie chciałam Was zaprosić na małą wycieczkę do kuchni prababci, krótka to będzie podróż bo przypuszczam że bloger by się zbuntował i zamknął mi konto gdybym miała pokazać wszystko co mnie frapuje w tej księdze. Kuchnia prababci - to zwrot raczej symboliczny jako że książka została przygarnięta przez moją babcię w wojennej pożodze, przekazana po kądzieli mojej mamie, a potem mnie. Kiedyś przekaże tę książkę mojej córce, może już  niedługo. Wiec może to takie pożegnanie, taka podróż sentymentalna. Swoją drogą to przez te kilkadziesiąt lat socjalizmu zabito też naszą kulturę kulinarną, coś dla czego warto było przyjechać do Polski. Nie będę się więcej rozpisywać wrzucę kilka zdjęć symbolicznie, język którym jest pisana, opis dań, sposób ich przygotowania, logika postępowania w kuchni i jej otoczeniu jest tak różny od tego naszego dzisiejszego, że aż piękny.







Czy nazwy tych potraw coś Wam mówią?


A czy potraficie nazwać te najczęściej jadane ryby?



Tyle o moim skarbie rodzinnym, powinnam oddać książkę do introligatora, ale szczerze powiem że się boję.
Kiedyś przy innej okazji napiszę o znaleziskach strychowych. Teściowie kupili dom w 1969 woku od tamtej pory do czasu naszego zamieszkania strych nie był przeszukiwany, aż któregoś dnia weszłam na górę żeby wynieść za małe ubrania po mojej córce. Ale to zupełnie inna historia.



Może Was dzisiaj nie zanudziłam zupełnie, ale wena gdzieś śpi pod śnieżną poduchą :) Dziękuję za każde słowo zamieszczone pod moimi wypocinami i do miłego:)


23 komentarze:

  1. super jest ta książka.chciałabym poznać cały przepis na zupę z powideł:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz i masz, brakujący wers z drugiej strony:
      które należy oddzielnie ugotować, przetrzeć przez sito i zmieszać z zupą.
      To wszystko pozdrawiam.

      Usuń
  2. taka książka to prawdziwy skarb! Nie wiem czy bym ją oddała do oprawy. Ma przecież piękno czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, myślę,że warto tę książkę powielić, teraz jest wszak kolorowe ksero i ja bym tak zrobiła. Ja miałam w babcinych zbiorach dwie książeczki z przepisami dr Oetkera. Jedna była o wypiekach, druga o gotowaniu.To z niej się nauczyłam o częściach tusz zwierzęcych. Niestety zabrała ją skrzętnie jej córka a potem jej dzieci to gdzieś zapodziały, bo przecież to "do niczego teraz". Przyszło mi na myśl,że bardzo się wszystko zmieniło, teraz nawet jabłek z mojego dzieciństwa prawie już nie ma. Malinówki, landsberskie, kosztele, koksy - nikt niemal nie wie jaki smak miały i jak wyglądały. Nawet grabsztyny wyparowały, choć 20 lat temu jeszcze były. Niedaleko mnie jest sklepik, w którym czasem są malinówki i zawsze je kupuję. Z całą pewnością warto oprawić tę książkę, to przedłuży jej żywot. I może jakoś poreperować nadgryzione zębem czasu strony. Bardzo mnie ta książka ciekawi, chciałabym ją obejrzeć w całości. Napisz jeszcze coś o niej, proszę.Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell jeśli nie zanudziłam Cię tym wpisem to z przyjemnością przybliżę zawartość tej książki, przy najbliższej okazji. Do miłego

      Usuń
    2. Zapomniałam się ustosunkować do jabłek, musisz przyjechać w któryś piątek na targ do Otwocka, kupisz malinówki,landsberskie a wczesną jesienią koksy.
      Serio !!!

      Usuń
  4. Zgadzam się z Koroną - to prawdziwy skarb. Ja uwielbiam książki kucharskie, ale nie żadne "gwiazdy gotują" czy gorzej: "celebryci (również kuchenni) gotują". Na przykład stare książki z przepisami na przetwory są niezastąpione. Ostatnio w antykwariacie kupiłam książkę o potrawach z mleka, sera i jaj. Kapitalna! A ilość śmietany w danym przepisie podawana jest na buteleczki :D Pozdrawiam ciepło i dołączam się do prośby Anabell - napisz jeszcze coś o tej książce :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, to są skarby o które trzeba zadbać. Anabell masz rację nie ma już tamtych jabłek... chyba, że w starych sadach... a smaki miały niepowtarzalne ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ataboh u nas w Otwocku na tagu można nadal je kupić.

      Usuń
  6. Skoro Masz takie perełeczki do pokazywania to Twoja wena może sobie podrzemać pod śnieżną poduchą:)))))))))A po takim odpoczynku to dopiero nam pokaże.
    Cudowna ta podróż sentymentalna.A książka jest prawdziwym "klejnotem rodzinnym". Z nazwami miałabym problem.Nie mam pojęcia co to jest sago?
    Zjada mnie ciekawość w sprawie tych "zupełnie innych historii"???:)
    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochaaana, jakie zanudziłam... Lubię takie powroty do przeszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka niesamowita. Artykuł o pieczywie pomocny (teraz wiem czemu bolał mnie brzuch jak się nafrygałam gorącego chleba, niby pamiętałam, że nie wolno, ale tak pachniał), a, i jeszcze raz proszę o przepis na zakwas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli podałaś adres na blogu lub w profilu to jutro Ci prześlę, pozdrawiam.

      Usuń
  9. Zazdroszczę takiej fantastycznej książki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Asiu, taka książka to prawdziwy skarb. Czytałam o chlebie i przypominało mi się pieczywo z dzieciństwa. Potrawy,to faktycznie prawdziwe rarytasy dziś chyba nie do osiągnięcia nawet w najlepszych restauracjach. A szkoda. Hmm, myślę, że dobrze bym się bawiła z Tobą na strychu. Uwielbiam takie miejsca, zwłaszcza gdy nie są odwiedzane przez długie lata. Na pewno znalazłaś tam wiele skarbów i coś nam pokażesz, prawda? A może wiesz gdzie ja mogę kupić kosztele? To moje ukochane jabłka. Pozdrawiam cieplutko i uściski ślę. Ania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Aniu myślę że uczta na strychu by Ci się spodobała, znalazłam gazety ze zdjęciami z pogrzebu Piłsudskiego, stare przedwojenne plakaty, nawet mydło w kostkach, stare nr "Płomyka" i tę broszurę powyżej z zaleceniem na ostatniej stronie po przeczytaniu przekaż innym. Co do koszteli rozejrzę się na targu jak je znajdę to kupię Ci całą reklamówkę :))))

      Usuń
    2. Jejku Asiu, obyś znalazła. Będzie pretekst do szybkiego spotkania, hi, hi. Buziaki:))

      Usuń
    3. Aniu pretekst zawsze się znajdzie, buziaki

      Usuń
  11. Chleba z mojego dzieciństwa też już nie ma. Przynosiło się z piekarni gorący.Lubiłam jego chrupiącą skórkę.Fragment o "skręcie kiszek" przypomniał mi moją babcię, która często tymi słowami przestrzegała mnie przed jedzeniem ciepłego chleba :-)Kto wie, może tę wiedzę zaczerpnęła z tej właśnie książki? :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Amaya, w kolejnym poście zamieszczę przepis na zakwas chlebowy, może spróbujesz sama upiec chleb. Wyobraź sobie zapach piekarni w domu. :)))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, oj! A ja się właśnie postanowiłam trochę odszczuplić... i na mojej diecie chlebek zakazany... a tu taka gratka! oj... oj... ale po dietce z pewnością wypróbuję bo od dawna mam na to chęć:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rewelacja! Takie odnalezione cuda to prawdzwy skarb!:) Pozdrawiam Marta

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że chcecie pozostawić ślad swoich odwiedzin w postaci komentarza, każdy z nich traktuję jak wyróżnienie bo zechcieliście poświęcić swój czas i energię by go napisać.