wtorek, 1 listopada 2011

Mój początek

Na swoim blogu  Kasia zaproponowała żebyśmy napisały od czego zaczęła się nasza robótkowa przygoda i w zasadzie zabierałam się do tego posta od ładnych kilku dni. Zastanawiałam się analizowałam i muszę się przyznać że nie wiem.

Żyłam i dorastałam w takich czasach kiedy nic w sklepach nie było, żeby w coś fajnego się ubrać, trzeba było wykazać się pomysłowością więc z mamą szyłyśmy, (no mocno powiedziane ja wymyślałam mama szyła), z braku finansów sami odnawialiśmy mieszkanie, przerabialiśmy meble. Więc do działania zmuszały nas okoliczności, później zaczęło mi to sprawiać przyjemność. Chciałam iść do szkoły rzemiosł artystycznych ale mama uznała że to szkoda czasu i chleba z tego na pewno nie będzie i wysłała mnie do liceum. Marzyłam żeby robić gobeliny, ale jak to  bywa, marzenia sobie życie sobie. Potem dzieci, wiele z was  nie pamięta takich czasów, ale ja na swoją kartę ciążową mogłam wykupić 30 pieluszek tetrowych i kilka par śpiochów, więc nauczyłam się robić na drutach i szydełku. Dzieci dorastały czasy się zmieniały a robótkowanie gdzieś cały czas towarzyszyło mi w życiu.
Kilka lat temu spotkałam koleżankę z klasy, tak samo zakręconą robótkowo jak ja, chciała ozdobić  panele drewniane w swojej kuchni, wymyśliła sobie, że najlepszy będzie decoupage, ale jak to ugryźć. Znalazła niedaleko naszego miejsca zamieszkania warsztaty, a że  i jej i moje ręce miały ADHD więc wreszcie mogły robić coś nowego. Te warsztaty zaowocowały nowymi pomysłami i znajomościami. Córka założyła mi pierwszego bloga na Onecie i przykazała pisz!!!, zobacz ile jest fajnych blogów, na których dziewczyny pokazują swoje prace. Łatwo powiedzieć gorzej zrobić, ale jakoś ruszyło. Na wspomnianych wcześniej warsztatach poznałam moje MAK -owe koleżanki Bronkę i Manie. To Bronka namówiła mnie żebym przeniosła swojego bloga bo nie można mnie dodać do obserwowanych, powód niby dziwny ale zaczęłam przez jakiś czas prowadzić dwa blogi równolegle aż do Świąt Wielkiej Nocy w tym roku, wtedy całkowicie przeniosłam się do Ozdobnika i powiem Wam że nie żałuję, chociaż Bloger płata figle, ale gdyby nie to, nie znała bym Was wszystkich, nie przeczytałabym wszystkich tych ciepłych słów pod postami. To dziwne że właśnie 1 listopada, dzień wspomnień o bliskich pozwolił mi odnieść się do Kasinego wyzwania.
Ot i tyle.
Mam nadzieję że jakoś dotrwałyście do końca.


Właśnie do mnie dotarło, jak wiele czasu, rzeczy minęłobezpowrotnie ile ja mam właściwie lat?....

8 komentarzy:

  1. b Oczywiście, że przeczytałam do końca. Z wielką ciekawością. To pięknie, że prowadzisz bloga i pokazujesz swoje prace. Ja kiedyś usłyszałam takie słowa i teraz powtarzam je Tobie: dzięki takim osobom, jak Ty - świat pięknieje...
    A to ostatnie pytanie powinnaś trochę zmienić. Szkoda czasu na oglądanie się za siebie... Ile rzeczy jeszcze możesz zrobić i to jakich....

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również bardzo chętnie przeczytałam tego posta.I to z wielkim zainteresowaniem.Dochodzę do wniosku że sporo z nas ma takie same lub bardzo podobne początki robótkowych przygód.Ja to określam że potrzeba w bardzo dużym stopniu była "matką nauk". Co do Swoich lat nie przesadzaj.To co ja mam powiedzieć:))))
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja opowieść jest tak wciągająca, że z przyjemnością się czyta. A wiek niema najmniejszego znaczenia to w blogowym świecie wszystkie mamy po 18 lat ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jutko moja kochana nie obawiam się swojego wieku wręcz przeciwnie moje odczucia nijak się mają do licznika. Obcowanie z dziewczynami na blogach odmładza, mimo całego bagażu doświadczeń i rzeczy które minęły, chciało by się zdobywać świat stale robiąc coś nowego. Te młode dziewczyny są naszymi koleżankami blogowymi, swoimi komentarzami powodują że znowu mamy 18 lat nie jesteśmy takie całkiem do niczego, że im też podobają się rzeczy które robimy.
    Pytanie ile ja mam właściwie lat? nie jest narzekaniem na wiek.
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  5. Asiu bardzo Ci dziękuję:)
    Bez problemu dotrwałam ,a co więcej czytałam z przyjemnośćią:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha, ha....małolata jedna, ale tu się wymądrza w nie swoim przedziale wiekowym ;-D
    Ja i Mania to i owszem, toć my starsze od herbu warszawskiego,
    ale Asia to jeszcze powinna do kiosku po piwko starszym paniom biegać...:-))))))))))))))))))))))))
    Ale jedno w tym poście jest prawdziwe,
    Asia i jej ręce z ADHD potrafią robić cuda i bardzo jej tego zazdroszczę..., buziaki od "makówki"

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobne te nasze początki :)Ale powiem Ci na razie tylko tyle, że moje mają swoje korzenie (i to 2korzenie) we wczesnym całkiem dzieciństwie :) Opowiem o tym na swoim blogu niebawem :)

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że chcecie pozostawić ślad swoich odwiedzin w postaci komentarza, każdy z nich traktuję jak wyróżnienie bo zechcieliście poświęcić swój czas i energię by go napisać.