poniedziałek, 30 maja 2011

Przeczytałam post Ściborówki i aż mnie w dołku ścisnęło. Moja babcia mieszkała w podobnym obejściu, dom ziemianka ogród, sad za domem. Nagle zapachniało mi miętą i truskawkami z ogrodu, złocistymi jabłkami, które przez okno wdzierały się do pokoju. Usłyszałam nocny tupot jeża i poczułam zapach klusek gotowanych na parze. Przypomniałam sobie jak babcia do ziemianki zanosiła w garnuszku śmietanę, tylko dla nas bo wiedziała że wykradamy ją po cichu i mamy z tego ogromną frajdę. W blaszanych kubkach stawiała nam mleko, a w dzbanku kompot z jabłek. To był nasz kącik, nasz azyl. Przypomniała mi się też pewna historia: mój brat jest 5 lat młodszy więc mama zostawiła go pod moją opieką, przy czym ja miałam 8 a on 3 lata kiedy to się wydarzyło. Myślę, że teraz jest to nie do pomyślenia ale to zupełnie inna sprawa. No wiec kiedy zostawiono nas w obejściu i przykazano mi żebym się moim bratem zaopiekowała, on mi gdzieś w międzyczasie zginął, był i nie ma. Przez chwilę, wyobrażacie sobie całą sytuację zwłaszcza jak wszyscy wrócili z pola i zaczęły się poszukiwania. Cała wieś go szukała, ja myślałam, że z rozpaczy umrę, albo że mnie zabiją. Kiedy już robiło się ciemno zobaczyliśmy jak wielka suczyna Saba, mieszkanka babcinego obejścia ciągnie z truskawkowych zagonów za szelki od spodni mojego brata. Wyobraźcie sobie, że ten trzyletni łasuch poszedł na truskawki  a jak się najadł to po prostu zasnął w zagonie. Cała wieś się z tego śmiała do końca naszego pobytu. Bardzo się cieszę, że przeczytałam ten post, jest mi teraz lepiej, poczułam bliskość najpiękniejszych miejsc mojego dzieciństwa i jeszcze większe pragnienie powrotu. Muszę koniecznie w te wakacje pojechać do babcinego domu i chociaż babcia już dawno nie żyje odszukać jej ducha w truskawkowych zagonach.

3 komentarze:

  1. Witaj Joasiu, dziękuję za odwiedziny w Zaciszu. Miło mi też zawitać do Ciebie, tym bardziej, że po przeczytaniu dzisiejszego posta widzę i czuję wiele wspólnych "niteczek" które nas łączą. Kiedy czytałam Twoje wspomnienia z dzieciństwa to tak właściwie jakbym czytała o sobie. Z tą tylko różnicą, że to nie ja opiekowałam się rodzeństwem a ono mną. A dokładnie brat 6 lat starszy, oj miał za swoje ten opiekun. A reszta prawie identyczna, papierówka ze słodziutkimi jabłuszkami pukająca do okna, a obok wielki krzak porzeczki czerwonej, którą rwałam z pokoju itd. itp.itd. Pozdrawiam Cię cieplutko i do usłyszenia.Ania (Ten krasnal czerwony to ja, po prostu mam dwie różne ikonki. Pa)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to zrobiło się pięknie, sentymentalnie.Czytając Wasze wspomnienia nie sposób nie wrócić do swojego dzieciństwa.Niestety robię to mniej chętnie od Was.A to dlatego że z rodzeństwem za którym bardzo tęskniłam dane mi się było spotkać jako dorosła osoba.Dlatego teraz tak bardzo się kochamy i jesteśmy bardzo szczęśliwi.Historia z bratem niesamowita.Koniecznie odwiedź to miejsce.

    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za odwiedzinki, robisz akurat to czego ja nie potrafię, piękna poduszka! pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że chcecie pozostawić ślad swoich odwiedzin w postaci komentarza, każdy z nich traktuję jak wyróżnienie bo zechcieliście poświęcić swój czas i energię by go napisać.