poniedziałek, 11 października 2010

ślub anioł i zapach szarlotki

Dawno nie odwiedzałam Cię mój blogu, ale i powodów miałam kilka 25 września wydawałam swoją córkę za mąż, niby wszystko było zorganizowane i miałyśmy mieć spokojną głowę ale moje dziecię postanowiło mi uprzyjemnić czas różnymi zajęciami, tak więc haftowałam pończochy koralikami, robiłam bukiety do dekoracji pomieszczeń, a na koniec już nie ja a mąż szył z kalki technicznej etui na kalendarze dla gości.Fajna zabawa i wspólne uczestniczenie w przygotowaniach. Potem jeszcze trzeba było przygotować co nieco dla gości którzy "obiecali że po przyjęciu następnego dnia nas odwiedzą" :) co i miało też miejsce, więc w domu unosił się zapach pieczonych mięs i ciast. Było cudnie. Pogoda była wymarzona, ksiądz jak na te czasy wspaniały, życiowy bez niepotrzebnego patosu.

















Bukiety wyszły nam chyba nie najgorzej, kłopot był tylko z ich przewiezieniem.



 Zapomniałam zrobić zdjęcia pończochom a w końcu haftowałam je całe dwa dni, trudno za to są kalendarze.
No i wreszcie przyszedł czas na relaks więc sobie wysmarowałam ludowego aniołka i flaszeczkę na pozostałości po weselnych nalewkach.



No i moja flaszeczka


 Duża pojemna na domową cytrynówkę, niestety okazało się jak ją zrobiłam ze cytrynówki już nie ma ot i co....